Juliusz S³owacki
Kordian
Motto
Przygotowanie
Prolog
Akt 1
Akt 2
Akt 3
Juliusz S³owacki
¿yciorys
utwory
Biblioteka
Kordian
Lalka
Medaliony
Moralno?c Pani Dulskiej
Nad Niemnem
Nasza Szkapa
Pan Tadeusz
Syzyfowe Prace

Katalog

Uk³ad Okresowy
Zdjêcia kotków
Humor i kawa³y


"Akt 1"

SCENA I
KORDIAN, m³ody 15-stoletni ch³opiec, le¿y pod wielk± lip± na wiejskim dziedziñcu, GRZEGORZ, stary s³uga, nieco opodal czy¶ci broñ my¶liwsk±. Z jednéj strony widaæ dóm wiejski, z drugiéj ogród... za ogrodzeniem dziedziñca staw, pola - i lasy sosnowe.

KORDIAN
(zadumany)
Zabi³ siê - m³ody... Zrazu jaka¶ trwoga
K³ad³a mi w usta potêpienie czynu,
By³a to dla mnie posêpna przestroga,
Abym wnet gasi³ my¶li zapalone;
Dzi¶ gardzê g³upi± ostro¿no¶ci± gminu,
Gardzê przestrog±, zapalam siê, p³onê,
Jak kwiat li¶ciami w niebo otwartemi
Chwytam powietrze, po¿eram wra¿enia.
My¶l Boga z tworów wyczytujê ziemi,
I g³azy pytam o iskrê p³omienia.
Ten staw odbite niebo w sobie czuje,
I my¶li nieba b³êkitem.
Ta cicha jesieñ, co drzew trzêsie szczytem,
Co na drzewach li¶cie truje,
I ró¿om rozwiewa czo³a,
Podobna do ¶mierci anio³a
Ciche wyrzek³a s³owa do drzew: - Giñcie, drzewa !
Zwiêd³y - opad³y.
My¶l ¶mierci z przyrodzenia w duszê siê przelewa;
Posêpny, têskny, poblad³y,
Patrzê na kwiatów skonanie,
I zdaje mi siê, ¿e miê wiatr rozwiewa.
Cicho. S³yszê po ³±kach trzód b³êdnych wo³anie.
Id± trzody po trawie chrzêszcz±céj od szronu,
I obracaj± g³owy na niebo poblad³e,
Jakby pyta³y nieba: Gdzie kwiaty opad³e?
Gdzie s± kwitn±ce maki po wstêgach zagonu?
Cicho, odludnie, zimno... Z wiejskiego ko¶cio³a
Dzwon wieczornych pacierzy, d¼wiêkiem szklannym bije.
Ze skrzep³ych traw modlitwy ¿adnéj nie wywo³a,
Ziemia siê modliæ bêdzie, gdy s³oñcem o¿yje...
Otom ja sam, jak drzewo zwarzone od ki¶ci,
Sto we mnie ¿±dz, sto uczuæ, sto uwiêd³ych li¶ci;
Ilekroæ wiatr silniejszy wionie, zrywa t³umy.
Celem uczuæ, zwiêdnienie; g³osem uczuæ, szumy
Bez harmonii wyrazów... Niech grom we mnie wali!
Niech w t³umie my¶li, jak± my¶l wielk± zapali...
Bo¿e! zdejm z mego serca jaskó³czy niepokój,
Daj ¿yciu duszê i cel duszy wyprorokuj...
Jedn± my¶l wielk± roznieæ, niechaj pali ¿arem,
A stanê siê téj my¶li narzêdziem, zegarem,
Na twarzy j± poka¿ê, popchnê serca biciem,
Rozdzwoniê wyrazami, i dokoñczê ¿yciem.
(po chwili)
Jam siê w mi³o¶æ nieszczêsn± ca³ém sercem ws±czy³...
My¶li - potém nagle obraca siê do Grzegorza...
Grzegorzu, porzuæ strzelbê czy¶ciæ...

GRZEGORZ
Ju¿em skoñczy³.
Co mi panicz rozka¿e?

KORDIAN
Chod¼ tutaj, mój stary...
Nudzê siê...

GRZEGORZ
Nie nowina; có¿ ja pocznê na to?
Chcesz panicz, powiem bajkê, szlachetnie bogat±,
Mam ja w szkatule mózgu dykteryjki, czary,
Po babce mojéj staréj, co w Bogu spoczywa.-
Chcesz pan téj, co siê gada? czy téj, co siê ¶piéwa?...
(Kordian milczy; Grzegorz mówi nastêpuj±c± bajkê).
By³o sobie niegdy¶ w szkole,
Piêkne dzieciê, zwa³ siê Janek.
Czu³ za wczasu bo¿± wolê,
Ze staremi suszy³ dzbanek.
Dobry z niego by³by wiarus,
Bo w literach nie czu³ smaku;
Co dzieñ stary bakalarus,
£ama³ wierzby na biedaku,
I po setnéj, setnéj probie
Rzek³ do matki: Oj, kobiéto!
Twego Janka w ciemiê bito,
Nic nie wbito - we¼ go sobie!...
Biedna matka wziê³a Jana,
Sz³a po radê do plebana.
Przed plebanem w p³acz na nowo;
A ksiê¿ulo s³ucha³ skargi,
I powa¿nie nad±³ wargi,
Po ojcowsku rusza³ g³ow±.
Wys³uchawszy pacierz z³ego:
"Patrz mi w oczy", rzek³ do ¿aka,
"Nic dobrego! nic dobrego!"
Potém ho¿± twarz pog³adzi³,
Da³ op³atek i piêtaka,
I do szewca oddaæ radzi³...
Jak poradzi³, tak matczysko
I zrobi³o... Szewc by³ blisko...
Lecz Jankowi nie do smaku,
Przy szewieckiéj ¶lipaæ igle.
Diabe³ miêsza³ ¿ó³æ w biedaku,
¦ni³y mu siê dziwy, figle;
Zwyciê¿y³a wilcza cnota,
Rzek³: W ¶wiat pójdê o piêtaku!
A wiêc tak jak by³ - ho³ota,
Przed terminem, rzuci³ szewca,
I na strudze do Królewca
Pop³yn±³...
Jak do wody wpad³ i zgin±³...
Matka w p³acz, ³ama³a d³onie;
A ksi±dz pleban, na odpu¶cie,
Przeciw dziatkom i rozpu¶cie,
Grzmia³ jak piorun na ambonie:
W koñcu doda³... "Bogobojna
Trzódko moja, b±d¼ spokojna,
Co ma wisieæ, nie utonie".
Ma³y Janek gdzie siê chowa³
Przez rok ca³y, zgadn±æ trudno.
Wsiad³ na okrêt i ¿eglowa³,
I na jak±¶ wyspê ludn±
Przyp³yn±wszy - wyl±dowa³...
Owdzie król przechodzi³ drog±.
Ja¶ pok³oni³ siê królowi,
I dworzanom, i ludowi;
A k³aniaj±c, szasta³ nog±
Tak uk³adnie, ¿e król stary
W³o¿y³ na nos okulary.
I wnet tym¿e samym torem,
Dwór za królem, lud za dworem,
Powk³adali szk³a na oczy...
Owo¿ król ten posiad³ s³awê,
Jakoby mia³ wzrok proroczy;
I choæ straci³ oko prawe,
Tak kunsztownie lewém w³ada³,
¯e cz³owieka zaraz zbada³,
Na co mierzy, na co zdatny;
Czy zeñ ma byæ rz±dca kraju,
Czy podstoli, czy te¿ szatny...
Lecz t± raz±, wbrew zwyczaju,
Król pan oczom nie dowierza,
Czy ¿ak Janek na tancerza?
Czy na rz±dcê dobry kraju?
Wiêc zapyta³: "Mój kochanku,
Jak masz imiê?"
"Janek".
"Janku,
Co¿ ty umiesz?"
"Psóm szyæ buty".
"A czy dobrze?"
"Oj tatulu!
Czyli raczéj, panie królu!
Jak szacujê, rêczyæ mogê,
¯e but ka¿dy ostro kuty,
I na jedn± zrobiê nogê,
Czyli raczéj na ³ap dwoje...
To na zimê. - Z letnich czasów
But o jednym szwie wystrojê,
Na op³atku, bez obcasów;
A robota takiéj wiary,
¯e psy puszczaj na moczary,
Such± nog± przejd± stawy".
"Masz wiêc s³u¿bê, z³otem p³acê",
Rzek³ do Janka pan ³askawy,
I za sob± wiód³ w pa³ace.
A gdy dzieñ za¶wita³ czwarty,
Sz³y na ³owy w butach charty;
A szewc chartów w aksamicie,
Przy królewskiéj jecha³ ¶wicie;
Z³oty order mia³ na szyi,
W trzy dni zosta³ szambelanem,
W sze¶æ dni rz±dc± prowincyji,
W dni dwana¶cie zosta³ panem.
Star± matkê wzi±³ z cha³upy,
Król frejlin± j± mianowa³.
A plebana, po¿a³owa³
W biskupy...

KORDIAN
Cha! cha! cha! przednia powie¶æ.

GRZEGORZ
A widzi pan, widzi,
Jak zabawi³em gadk±... Niech siê pan nie wstydzi,
W téj powie¶ci moralna kryje siê nauka.

KORDIAN
Jaka? pawiedz mi, stary.

GRZEGORZ
A któ¿ jéj wyszuka?
Do¶æ, ¿e jest sens, powiadam.

KORDIAN
Wierzê.

GRZEGORZ
Trzeba wiary.
Bo widzi panicz, kiedy gada s³uga stary,
To w s³owach dziecku dawaæ nie bêdzie trucizny.
B³±ka³em siê ja d³ugo z dala od ojczyzny,
I tak mi by³o ciê¿ko od têsknego ¿alu,
¯e ¿o³nierze ciesali ko³ki na w±salu;
Odcinaj±c siê szabl±, nie bra³em pociechy,
Bo ¿adnych k³osów ludziom nie wysiej± ¶miechy,
A smutek niby m±dra ksi±¿ka w sercu ¿yje,
I mówi wiele rzeczy, i cz³owiek nie gnije
Jak muchomór pod sosn±, lecz zbiera po szczypcie
Przestrogê do przestrogi... By³em ja w Egipcie!
Pono¶ no o téj walce nie mówi³em panu?
Czy wolno?

KORDIAN
Mów! mów, stary.

GRZEGORZ
(Krêc±c w±sa)
Daj go tam szatanu,
Kaprala... têgi cz³owiek!... Wywiód³ wojsko w pole,
Nie w pole, w piaski raczéj; równo jak po stole,
Otwarto na wsze strony, kêdy¶ wzrok obróci³,
Oko biegn±c po piaskach Boga szuka w niebie.
Wódz szyki w piêæ kwadratów sprawi³ ku potrzebie,
I niby piêæ gwiazd jasnych na pustynie rzuci³.
Mnie ¶wiec±cemu w jednéj, widaæ by³o cztery.
Przed walk±, przypominam, ¶miech nas ruszy³ szczery;
Bo trzeba panu wiedzieæ: na wojska ogonie
Snu³y siê z baga¿ami os³y... przy baga¿ach
Przywlekli siê z Francyji w bagnetów zachronie,
Mêdrkowie, co to ba¶nie pisz± w kalendarzach.
Gardzili¶my jak Niemcem t± chmur± komorów,
T± psiarni±, co jak truflów wietrzy³a kamieni;
Wiêc gdy do walki wiele stanê³o pozorów,
Zawo³ali¶my g³o¶no: Os³y! i uczeni,
Chowajcie siê w kwadraty! daléj za pas nogi!
Dalibóg, korzystali z ³agodnéj przestrogi.
Przyznam siê jednak panu, ¿e choæ ¿o³nierz bitny,
Przed walk± by³em nieco nad zwyczaj ponury.-
Jak dzi¶ pamiêtam, z dala la³ siê Nil b³êkitny,
Daléj jakiego¶ miasta widaæ by³o mury;
I nad g³owami niebo czyste, bez ob³oku,
A powietrze choæ bardzo jasne, gra³o w oku,
Nad katafalkiem niby od gromnic p³omyki...
Lecz co najbardziéj ludu zadziwi³o szyki,
To by³y owe wielkie, murowane góry;
St±d by je by³o widziéæ, gdyby nie Karpaty,
I gdyby z nieba mo¿na zetrzeæ wszystkie chmury.
Wtém wódz przyjecha³ konno... zagrzmia³y wiwaty,
Acz bez winnych kielichów. Wódz wskaza³ na wie¿e
I rzek³: Soldats! co znaczy, powiedzia³: ¿o³nierze!
S³ysza³em wszystko; wódz rzek³: Patrzcie, wojownicy!
Ze szczytu piramidy - co znaczy: z dzwonnicy,
Ze szczytu tych piramid sto wieków was widzi.
Wiêc spojrza³em, gdzie wskaza³ po nieba b³êkicie;
A¿ tu patrz... niech kto ze mnie jak z prostaka szydzi,
Opowiem... Klnê siê panu, na piramid szczycie,
Jak w ko¶cio³ach s³awnego maluj± Micha³a,
Taki sta³ rycerz, w zbroi, promiennego cia³a,
I p³omienist± dzid± przebija³ z wysoka,
Wij±cego siê z dala na pustyni smoka,
Co ku nam lecia³ w chmurze kurzawy i piasku.
Sto dzia³ zagrzmia³o, oczy zgubi³em od blasku.
A kiedym wzrok odpyta³, a¿ tu mameluki
Krzywemi nas szablami dziobi± gdyby kruki,
To koñmi do ucieczki obróceni wrzkomo
Siadaj± na bagnetach jak ma³py.

KORDIAN
Có¿ daléj?...

GRZEGORZ
A wstyd¼¿e siê pan pytaæ, ka¿demu wiadomo,
¯e¶my zawsze ³amane parole wygrali,
I gdyby nie ta d¿uma... - Ale pan nie s³ucha!...

KORDIAN
(zamy¶lony, mówi sam do siebie.)
Wstyd mi! Starzec zapala we mnie iskrê ducha.
Nieraz z my¶l± zburzon± w ciemne idê lasy,
Szczêk broni rzucam w sosen rozchwianych ha³asy,
Widzê siebie w¶ród ¶wiate³ czarodziejskich s³awy,
W¶ród promienistych szyków; szyki wstaj± z ziemi,
Ziemia wstaje jak miasto odgrzebane z lawy...
G³upstwo... dzieciñstwo marzeñ... Z my¶lami takiemi
Nie ¶mia³bym siê wynurzyæ przed starców rozs±dkiem,
Wiêc szukam - kogo? - s³ugi, co rozwlek³ym w±tkiem
Snuje g³upie powie¶ci.
(My¶li... potém nagle do Grzegorza.)
Id¼ sobie, Grzegorzu!
Jak siê panna na konn± przechadzkê wybierze,
Dasz mi znaæ.

GRZEGORZ
Panicz mo¿e dzi¶ nie dospa³ w ³o¿u?
Bo starego odpêdza jak natrêtne zwierzê.
Bywszy niegdy¶ w niewoli, zna³em ja m³odziana,
Co mia³ wiele nauki, nie gardzi³ mn± przecie,
I dziêkowa³ za powie¶æ, gdy dobrze dobrana.
By³o to piêkne wcale, i szlachetne dziecie!
Smutno skoñczy³!

KORDIAN
Có¿, umar³?

GRZEGORZ
A gdzie tam, mój panie!

KORDIAN
Wiêc ¿yje!

GRZEGORZ
Oj nie ¿yje! Gdy nas Rossyjanie
Wziêli w dwunastym roku, spêdzili jak trzodê,
I na Sybir zawiedli... Dwóchset naszych by³o,
Wiarusy kês nadpsute, oficerstwo m³ode;
A jak wzajem sprzyjali, wspomnieæ starcu mi³o,
Jeden drugiemu nigdy nie powie jak: "bracie",
Chleb ³ami± jak op³atki, w jednéj chodz± szacie.
Ten, o którym rzecz wiodê, zwa³ siê Kazimierzem.
Otó¿ kiedy siê Moskal pastwi³ nad ¿o³nierzem,
Pan Kazimierz za wszystkich cierpia³, potém z g³owy
Doby³ my¶li - zawo³a³ na tajemne zmowy,
I odkry³ zamiar wcale dostojny, bo ¶mia³y.
Nie szyd¼, panie, kto kupi niewol± w³os bia³y,
Ten rozpaczy szalonéj w ludziach nie potêpi.
Wiêc on my¶la³, ¿e stra¿e kozackie wytêpi,
Zmar³ym wydrze ¿elazo, i polskie wiarusy
Do Polski odprowadzi... Poznali siê Russy
Na malowanych lisach; wywiedli na pole;
Ca³y nas pu³k Baszkirów ost±pi³ w pó³kole,
Wo³ga sta³a za nami... pu³kownik tatarski
Przeczyta³ g³o¶no niby jaki¶ dekret carski,
A w tym dekrecie sta³o, aby polskie jeñce
Rozdzieliæ na dziesi±tki i w pu³ki powcielaæ.
Wtenczas nasze wiarusy wzi±wszy siê za rêce
Krzyknêli: Nie pójdziemy... Zamiast nas wystrzelaæ,
Czy wierzysz pan, ¿e owe tatarskie szatany
Rzucali nam na szyje rzemienne arkany,
W³a¶nie jakby na koni zdzicza³ych tabuny.
Oh! co czu³em, to z sob± poniosê do truny!
Zwi±zali¶my siê wszyscy rêkoma co si³y...
Pamiêtam, z prawéj strony - nie, z lewéj od serca -
Sta³ przy mnie ¿o³nierz wiekiem, ranami pochy³y,
Ku niemu zwin±³ koniem baszkirski morderca;
Wiêc biedak rêkê moj± na kszta³t szabli ¶cisn±³,
Potém ociê¿a³ na niéj, bezw³adny obwisn±³,
Patrzê mu w twarz, posinia³ ca³y na kszta³t trupa,
Oczy wybieg³y, szyja zwi±zana powrozem.
Tu Baszkir zaci±³ konia, koñ spiêty da³ s³upa,
Skoczy³ - a starzec jak koñ uwi±zany lozem
Poci±gn±³ siê po piasku, po krzemiennéj war¶cie.
Widzia³em na krzemieniach w³osów siwych gar¶cie
Z krwi wyrwane kroplami... Koñ lecia³ jak strza³a,
Ju¿ trup znikn±³ - a jeszcze widaæ by³o konia,
I my¶l przy koniu starca krwawego widzia³a.
Stali¶my jak gar¶æ k³osów po¿ó³k³ych ¶ród b³onia;
G³uche by³o milczenie, zgroza, ob³±kanie.
Piszcz±c, ko³em jak krucy kr±¿yli poganie,
Wybierali oczyma, gdzie powrozem skin±,
¦mieræ daj±c, chcieli zabiæ przed¶miertn± godzin±.
Wtém, panie! nasz Kazimierz! ów Kazimierz m³ody!
Skoczy³ w t³umy Baszkirów, i z t³umu wyskoczy³
Z pu³kownikiem tatarskim, rzuci³ siê do wody;
Tak ujêtego wroga miêdzy dwie kry wt³oczy³,
A kry siê zbieg³y, g³owa z Baszkira odpad³a
Jak mieczem odr±bana i na krze usiad³a
Z otwartemi oczyma...

KORDIAN
A Kazimierz?

GRZEGORZ
Zgin±³...

KORDIAN
Grzegorzu, czy nie pomnisz zmar³ego nazwiska?

GRZEGORZ
Nie wiem: on pod imieniem Kazimierza s³yn±³,
Co mu tam dzi¶ nazwisko po ¶mierci? Pan ¶ciska
Rêkê starego s³ugi...

KORDIAN
Bo¿e! jak ten stary
Rós³ zapa³em w olbrzyma; lecz ja nie mam wiary,
Gdzie ludzie oddychaj±, ja oddech utracam.
Z wynios³ych my¶li ludzkich, niedowiarka okiem,
Wsteczn± drog± do ¼ród³a mêtnego powracam.
Dróg zawartych przes±dem nie przest±piê krokiem.
Teraz czas, ¶wiat m³odzieñca zapa³em przemierzyæ,
I rozwi±zaæ pytanie: ¿yæ? alboli nie ¿yæ?
Jam bezsilny! nie mogê jak Edyp zabójca
Rozwi±zaæ wszystkich sfinksów zagadki na ¶wiecie;
Rozmno¿y³y siê sfinksy, dzi¶ tajemnic trójca
Liczna jak ziarna piasku, jak ³±kowe kwiecie;
Wszêdzie pe³no tajemnic, ¶wiat siê nie rozszerzy³,
Ale zyska³ na g³êbi... wierszchem cz³owiek p³ynie,
Lecz je¶li drogi wêz³em ¿eglarskim nie mierzy³,
Nie wie, czy bieg jest biegiem, gdy brzeg z oczu ginie...
Chyba ¿e w owéj drodze jak milowe s³upy,
Mija stare przes±dy - zblad³e wieków trupy...
Nie, s± to raczéj krzy¿e przy ubitéj drodze,
Prostak przy nich koniowi zatrzymuje wodze,
I ¿egna siê, i pok³on oddaje - gdy mija...
Potém mêdrkowie prostsze wytkn± ludziom szlaki,
Zwolna na drogê now± zje¿d¿aj± prostaki;
Na zapomnianym krzy¿u bocian gniazdo zwija,
Mech ro¶nie, pod nim dzieci w piasku sadz± kwiaty;
Nieraz krzy¿, u stóp samych podgryziony laty,
Pada, zabija dzieci z sielskiego pobli¿a,
A lud p³acze, ¿e zwaliæ nie pamiêta³ krzy¿a.
Wiêc idê na ¶wiat r±baæ nadpróchnia³e drewna.
Mi³o¶æ? zapomnê o niej - w¶ród ¶wiatowéj burzy
Pozostanie g³os wspomnieñ... jak pie¶ñ dzika, rzewna,
Jak pie¶ñ ¿urawia, co siê opó¼ni³ w podró¿y,
I samotny szybuje po b³êkicie nieba,
Ostatni, z licznych, szczêsnych t³umów odb³±kany.
Trzeba mi nowych skrzyde³, nowych dróg potrzeba,
Jak Kolumb na nieznane wp³ywam oceany
Z my¶l± smutn±, i z sercem rozbitém...

LAURA
(wo³aj±c z ganka)
Kordianie!...

KORDIAN
Ten g³os rozwiewa z³ote zapa³u ¶witanie.
Zamkniêty jestem w kole czarów tajemniczém,
Nie wyjdê z niego... Mog³em byæ czém¶... bêdê niczém...

SCENA II
Ogród. - Lipowe aleje krzy¿uj± siê w ró¿ne strony - w¶ród drzew widaæ dóm opuszczony z wybitemi oknami... Jesieñ - li¶cie opadaj± - wietrzno... KORDIAN i LAURA zsiadaj± z koni, przy których GRZEGORZ zostaje, i wchodz± do alei... D³ugo nic do siebie nie mówi±.
LAURA
(z u¶miechem napó³ szyderczym)
Czemu Kordian tak smutny?
(Kordian patrzy na ni± oczyma zamglonemi - i milczy.)
Znalaz³am dzi¶ rano
W imionniku wierszami kartê zapisan±,
Pozna³am rêkê, pióro - o! nie, raczéj duszê...
(Kordian zarumieniony schyla siê ku ziemi.)
Czemu siê pan mój schyla?

KORDIAN
Odmiatam i kruszê
Ga³±zki, ciernie, chwasty spod stóp twoich, pani. -
Cierñ, co mi zrani rêkê, nikogo nie zrani!

LAURA
Kordian zapomnia³, ¿e ma matkê, matkê wdowê.
Có¿ to? Kordian brwi zmarszczy³, chmurzy siê, rumieni?

KORDIAN
Zapytaj siê drzew, pani, dlaczego w jesieni
Szronem dotkniête, nosz± li¶cie purpurowe?
To tajemnica szronu...

LAURA
Usi±d¼my w alei.
Któ¿ z nas pierwszy obaczy gwiazdê dobrze znan±?...

KORDIAN
Nie ujrzê jéj, je¿eli to gwiazda nadziei!...

LAURA
A je¶li gwiazda wspomnieñ?

KORDIAN
O! dla mnie za rano
Na blad± gwiazdê wspomnieñ!...

LAURA
Gdzie¿ gwiazda Kordiana?
(Kordian wznosi oczy na twarz Laury i odwraca siê.)
Jak siê nazywa?

KORDIAN
Przysz³o¶æ.

LAURA
(z u¶miechem)
W któréj stronie nieba?

KORDIAN
O! nie wiem! nie wiem - jest to gwiazda ob³±kana,
Co dnia j± trzeba traciæ, co dnia szukaæ trzeba...

LAURA
Kordian ma piêkn± przysz³o¶æ, talenta, zdolno¶ci...

KORDIAN
Tak, gdy miê spal± mêczarnie,
To bêdê ¶wieci³ ludziom próchnem moich ko¶ci.
Talenta, s± to w rêku szalonych latarnie,
Ze ¶wiat³em id± prosto topiæ siê do rzeki.
Lepiéj ¶wiat³o zagasiæ, i zamkn±æ powieki,
Albo kupiæ rozs±dku, zimnych wyobra¿eñ,
Zap³aciæ za ten towar ca³ym skarbem marzeñ...

LAURA
Jaki dzi¶ Kordian gorzki?
(Usiada na ³awce darniowéj - Kordian u nóg jéj siê k³adzie i mówi patrz±c na niebo.)

KORDIAN
Czarowna natura!
Jak koñ Apokalipsy szara leci chmura
Jesiennym gnana wiatrem; a w chmurze my¶l gromu
Omdla³a zimnem, iskry wydobyæ nie mo¿e;
Wiêc co ma w ³onie gniewu, nie powie nikomu?
I przep³ynie nad ¶wiatem... Z gromem my¶li z³o¿ê,
Niechaj p³yn± nad ¶wiatem zimne i bez g³osu...
(Zrywa kwiat - i obraca siê z u¶miechem do Laury.)
Pani, we¼ tê ga³±zkê purpurow± wrzosu,
Ale jéj nie otrz±saj ze szronu brylanta...
(Zamy¶lony patrzy na niebo.)
Pani - patrz tam na niebo... oto duchy Danta.
Tam siê na starém drzewie wichrzy szpaków stado,
Zalecia³y przelotem i do snu siê k³ad±,
Wiatr przez noc bêdzie li¶cie zbija³ - one prze¶ni±
Noc ca³±, drzew gin±cych ko³ysane pie¶ni±;
Anio³ przeczucia spi±cym wska¿e lotu szlaki,
A gdy siê zbudz±, drzewo powie...: Leæcie, ptaki.
Nie mam ju¿ dla was li¶ci, jam siê zestarza³o
Przez noc, kiedy¶cie spa³y...

LAURA
Có¿ st±d za nauka ?...

KORDIAN
Cha! cha! nauka smutku, ¿e drzewo nie spa³o,
A ptaki spa³y...

LAURA
Kordian, co przysz³o¶ci szuka,
Powinien spaæ jak ptaki...

KORDIAN
Gdzie¿ anio³ przeczucia?
Czy przyjdzie? poprowadzi? Wiêc my¶li i czucia
Trzeba sk±pca przyk³adem na lata roz³o¿yæ,
I nigdy zmys³ów w jednéj nie utraciæ burzy.
Trzeba siê dzi¶ zwyciê¿yæ, aby jutra do¿yæ.
Dziwna ciekawo¶æ ¿ycia prowadzi w podró¿y,
A za ciekawo¶æ trzeba nieszczê¶ciami p³aciæ,
I nigdy zmys³ów w jednéj burzy nie utraciæ...
(gwa³townie)
Jam je utraci³! Bo¿e! zmi³uj siê nade mn±!

LAURA
Kordianie!...
(Kordian milczy.)
Czas powracaæ, ju¿ wietrzno i ciemno...

KORDIAN
O! pani, zostañ jeszcze...

LAURA
Wiêc pan mi przyrzeka,
¯e bêdzie spokojniejszy?

KORDIAN
(z ob³±kaniem)
Tak...

LAURA
Przysz³o¶æ daleka,
Póki jeste¶my m³odzi, wszystko jest przed nami...

KORDIAN
(zamy¶lony patrz±c na niebo)
Ciemny siê b³êkit nieba wy¶wieca za mg³ami,
Ach ksiê¿yc! patrz tam, pani! ksiê¿yc srebrny, pe³ny
Stan±³ i patrzy na nas; chmur srebrzyste we³ny
Spad³y nañ - leci, jakby wyrywa³ siê z chmury;
Teraz go na pó³ ga³±¼ rozcina spróchnia³a,
Teraz ¶ród czarnych li¶ci kr±g chowa ponury...
Pani! gdy kiedy¶! kiedy¶! twarz ksiê¿yca bia³a
B³y¶nie w¶ród chmur lec±cych na jesienném niebie;
Bêdziesz mój cieñ natrêtny odpêdzaæ od siebie.
(po chwili)
Bóg, promieñ duszy wcieli³ w nieskoñczone twory,
Dusza siê rozprysnê³a na uczuæ kolory,
Z których piêæ, wziê³o zmys³y cielesne za s³ugi,
Inne zagas³y w nico¶æ... ale jest ¶wiat drugi!
Tam z uczuæ razem zlanych wstanie anio³ bia³y,
Mniejszy mo¿e ni¿ cz³owiek, atom, ¶rodek ko³a
Rozpry¶nionych promieni; ale jasny ca³y,
I plam ludzkich nie bêdzie na sercu anio³a.
Nieskoñczono¶ci zmys³em dusza siê pomno¿y,
Bóg anio³owi oczy na przysz³o¶æ otworzy,
A¿ przestanie zagl±daæ w ciemn± wspomnieñ trumnê.
Bóg mu pod nogi ¶wiat³a wywróci kolumnê,
Po niéj gwiazd mirijady zapali i s³oñca;
Anio³ je przejrzy wzrokiem nadziei do koñca,
I do gwiazdy podobny, bêdzie w przysz³o¶æ p³yn±³...
O! duch mój chce siê wyrwaæ! ju¿ pióra rozwin±³.
Dusza z ust zapalonych leci w b³êkit nieba...
(Opuszcza rêce i z rozpacz±:)
Na jednego anio³a dwóch dusz ziemskich trzeba!...

LAURA
¬le, je¶li siê pan bêdzie marzeniem zapala³,
Prawdziwie nie pojmujê, co mu jest?

KORDIAN
(ze wzgard±)
Oszala³...
(Laura odchodzi ku drzwióm ogrodu, siada na koñ... i odje¿d¿a z Grzegorzem. Kordian zostaje sam w ogrodzie nieruchomy.)

KORDIAN
(sam)
¦wiat³a nocy b³yskaj± na nieba szafirze,
My¶l zb³±kana w b³êkity niebieskie upad³a,
Oto j± gwiazdy w krêgi porywaj± chy¿e,
I krêc±, a¿ zmêczona, posêpna, poblad³a,
Powróci z tañcu niebios, w nudne serce moje...
Czekam - nad otch³aniami niebieskiemi stojê,
Zalêkniony o my¶li, w gwiazd ton±ce wirze.
Gwiazdy! wy gdzie¶ lecicie jak ¿urawi stada!
Gwiazdy! polecê z wami po niebios szafirze!
(Dobywa pistoletu.)
Nabity - niechaj krzemieñ na ¿elazo pada...
Ból, chwila jedna, ciemno - potém jasno¶æ b³y¶nie.
Lecz je¶li nie za¶wieci nic?... i ból przeminie?
Je¶li siê wszystko z chwil± bole¶ci rozpry¶nie?
A potém ciemno¶æ... potém nawet ciemno¶æ ginie,
Nic - nic - i sobie nawet nie powiem samemu,
¯e nic nié ma - i Boga nie zapytam, czemu
Nic nié ma?... Ha! wiêc bêdê zwyciê¿ony niczém?...
¦mieræ patrzy w oczy moje dwustronném obliczem,
Jak niebo nad g³owami i odbite w wodzie...
Prawda, lub omamienie - lecz wybieraæ trudno,
Gdzie nie mo¿na zrozumieæ...
(Przyk³ada broñ do czo³a...)
Nie... nie w tym ogrodzie.
Znajdê ¶ród lasów ³±kê kwietn± i odludn±.
(Wychodzi z ogrodu.)
SCENA III
(Noc. LAURA sama w pokoju przy lampie.)
LAURA
Dot±d Kordian nie wróci³, jedynasta bi³a.
Natrêtna niespokojno¶æ w serce siê zakrada,
Gdybym te¿ dziéciê p³ochym szyderstwem zabi³a?
Dmucham w ró¿ê, co s³oñcem palona opada?
A je¶li jego serce z takich kruszców lane,
¯e co na niém napiszê, przetrwa napisane
Na wieki wieków? Bo¿e! je¶li jego oczy
Przywykn± do ciemno¶ci i do ³ez? Co gorsza!
Je¶li miasto ³ez, w dzieciach zapalonych skorsza
Duma gorzkie u¶miechy na twarz mu wyt³oczy?:..
(Zamy¶la siê, potém bierze sztambuch i przewraca.)
Nudnémi grzeczno¶ciami zapisane karty,
Ten miê równa do kwiatu, ci do gwiazd - a czwarty
Do Dyjanny bogini - on sam jak bóg Apis
Zwierzêc± nosi g³owê. - Ten kwiat chce rozkwitaæ...
Rysunek siostry mojéj. - Ach! Kordiana napis;
Spojrza³am mimowolnie, muszê raz odczytaæ...
(Czyta wiersz Kordiana.)
O! przyp³ynê ja kiedy¶ we wspomnieñ ³añcuchu,
Zatrzymam siê... wspomnienia krokiem siê nie rusz±...
A¿ powiész: "Natrêtny duchu!
Ciê¿ysz na duszy mojéj twoj± cich± dusz±,
Jak ksiê¿yc mórz oczyma podnosz±cy ciemnie.
Jeste¶ wszêdzie, ko³o mnie, nade mn± i we mnie..."
Luba, jam ko³o ciebie i z tob± i w tobie...
Nie przychodzê wyrzucaæ ani przypominaæ,
Ani ¶miem b³ogos³awiæ, ani chcê przeklinaæ;
Przy¶ni³o mi siê tylko kilka pytañ w grobie...
S³uchaj, niegdy¶ ze szczê¶ciem bra³a¶ zarêczyny,
Poka¿ mi ów pier¶cieñ z³oty;
Ha! szczernia³? szczernia³ pier¶cieñ? - to nie z mojéj winy!
Dlaczego na twarz w³osów rozpuszczasz uploty?...
Spostrzeg³em we w³osów chmurze...
Blado¶æ twarzy, i co¶ b³yska!...
Mo¿e to blask w pere³ sznurze?
Mo¿e ¶wiat³o brylanta? albo kornaliny?
Mo¿e rozgrane s³oñcem topazu ogniska?
Mo¿e to ³zy? - ty p³aczesz? - to nie z mojéj winy!...
Mój aniele! mój Aniele!
Kwiat ci niegdy¶ wieñczy³ g³owê,
A by³o kwiatów tak wiele,
¯e nim zwiêd³y, bra³a¶ nowe.
Dlaczego¿ dzisiaj w stroju zmianê widzê jawn±?
Wszak kwiaty prze¿yæ burze musia³y i spieki;
Prócz jednéj bladej ró¿y, która dawno! dawno!
Nie pomnê, z jakiéj przyczyny,
Zwiêd³a na wieki...
Je¶li tak wszystkie zwiêd³y? - to nie z mojéj winy!...
(Przestaje czytaæ.)
S³yszê tentent... to Kordian!... wiêc okno otworzê -
Nie, mo¿e bym za zbytni± troskliwo¶æ wyda³a...
Co nikt drzwi nie odmyka?
(Otwiera okno.)
Bo¿e! wielki Bo¿e!
Koñ przelecia³ bez jezdca... Co to jest? drzê ca³a!
(Dzwoni, panna pokojowa wchodzi.)
Gdzie Grzegorz?

PANNA
Nie wiem, pani, nie siad³ do wieczerzy,
Widaæ by³o, bo dzbankiem z nami siê nie dzieli³
Jak ¿yd p³aszczem Chrystusa.

LAURA
Szukaj go! niech bie¿y!...

GRZEGORZ
(wchodz±c)
Nieszczê¶cie! Och, nieszczê¶cie! panicz siê zastrzeli³!...